|
Tadeusz Szyłłejko, Co sie wydaje: "Pałace i dwory dawnych Prus Wschodnich"-
wciąż wydawniczym hitem"
w: "Gazeta Wyborcza - Gazeta Warmii i Mazur", 11.06.2001 r.
O tej znakomitej, fundamentalnej książce, dziele kilku
lat życia dwojga olsztyńskich autorów, historyka sztuki Małgorzaty Jackiewicz-Garniec
i fotografika Mirosława Garnca, pisaliśmy z końcem roku 1999 z wielkim entuzjazmem,
że jest hitem naszych tutejszych wydawnictw i że "może pełnić rolę zarówno
dokumentacji, jak i doskonałego przewodnika dla wędrowca, który by zechciał
zapuścić się na nieprzetarte szlaki".
To ostatnie przewidywanie spełniło się w sposób wręcz anegdotyczny, o czym opowiadają
dzisiaj ze śmiechem sami autorzy. - Skarżą się nam WOP-iści przy granicy z obwodem
kaliningradzkim, że przedtem mieli tutaj spokój, a my narobiliśmy im kłopotu.
Od pewnego czasu bowiem zdarza się im przyłapywać turystów próbujących dostać
się na teren dawnych posiadłości i ruin pałaców leżących dziś w strefie granicznej,
z naszą książką jako przewodnikiem w ręku !
Właśnie na rynek trafiły: pierwsze wydanie "Pałaców i dworów..." po
niemiecku oraz III wydanie polskie, poszerzone (ma teraz 400 stron) i uzupełnione.
- Wzbogaciliśmy je m.in. o opisy 26 nowych obiektów, wymieniliśmy kilka zdjęć
na bardziej aktualne w tych przypadkach, kiedy opisywany obiekt (jak np. pałac
w Galinach czy nasze Nagórki) był już po remoncie i na których wygląda piękniej.
W żadnym wypadku bowiem nie chcemy epatować ruinami, naszym zamiarem było przyczynić
się do ratowania tych zabytków i pokazywać już uratowane. Przy wprowadzaniu
zmian i korektur w opisach wykorzystaliśmy wiele informacji otrzymanych od byłych
mieszkańców już po pierwszym i drugim wydaniu książki. Mając gotowe tłumaczenie
niemieckie (tłumaczka, pani Teresa Demuth-Kaiser wykonała bardzo dobrą pracę),
przesłaliśmy je przedstawicielom kilku historycznych rodów pruskich, które miały
tu swoje posiadłości: Döenhoffów, zu Dohna, von Groebenów, Eulenburgów - a oni
wiele nam pomogli, poprawiając i uzupełniając niektóre daty, imiona, drobne
szczegóły. Te wszystkie zmiany nanieśliśmy również na nowe wydanie polskie:
Obie wersje książki - polska i niemiecka - dostępne są na razie tylko na rynku
polskim. Dopiero planowana jest jej promocja w Niemczech.
Piotr Sarzyński, Między blaskiem a ruiną,
w: "Polityka", nr 18, 29 kwietnia 2000, dział Wieczne pióra
Po wszelkie przewodniki sięgam wyłącznie przed i w trakcie
podróży. Tę książkę studiowałem jednak z przyjemnością, bez żadnych turystycznych
pretekstów. Publikacja, owoc wielu lat żmudnych i pionierskich badań, gromadzi
informacje (i fantastyczne fotografie) o wszystkich zachowanych pałacach i dworach
dawnych Prus Wschodnich, znajdujących się w granicach dzisiejszej Polski. Często
zapomnianych, nieznanych, oddalonych od turystycznych tras. Pozornie beznamiętna
relacja ujawnia fascynujące losy miejscowej kultury i tradycji. To właściwie
opowieść o trzech epokach. W pierwszej (do 1945 r.) okazałe rezydencje były
stawiane i pielęgnowane przez miejscowe szlachetne rody. W drugiej, po 1945
r., majątki przejmowały PGR-y, co przyczyniło się do stopniowego acz systematycznego
niszczenia większości tych rezydencji. I wreszcie po 1989 r. jesteśmy świadkami
ostatecznego unicestwiania jednych, a ponownego przywrócenia blasku innym obiektom,
przyjętym przez zamożnych i ambitnych prywatnych właścicieli. Już tylko ruiny
pozostały po imponujących pałacach w Markowie, Lipowinie, Arklitach, Gładyszach,
Gisielu. Wspaniale odremontowano zaś pałace w Sorkwitach, Łężanach czy Osiece.
Po lekturze tej książki zupełnie inaczej spogląda się na kawałek Polski od Pasłęka
do Gołdapi o od Nidzicy po Braniewo.
Jarosław Kurski, Ku pokrzepieniu rozumu,
w: "Gazeta Wyborcza", 15-16 IV 2000,
To wspaniale ilustrowany katalog siedzib dawnej szlachty
pruskiej, praca pionierska, starannie wydana, z 436 fotografiami,
z dokładnymi opisami, planami, archiwalnymi fotografiami oraz
mapką. To owoc pasji i miłości do tej ziemi oraz akt swoistego
odkupienia naszych win wobec materialnego dziedzictwa tego regionu.
Książka poprzedzona została wstępem Marion Dönhoff - pruskiej
arystokratki, uczestniczki antyhitlerowskiego spisku, redaktor
naczelnej i wydawcy "Die Zeit", rzeczniczki pojednania
niemiecko-polskiego.
Album ukazuje dwie twarze "współczesnych Prus Wschodnich".
Twarz pierwsza - ocalałego jeszcze kulturowego dziedzictwa przechowywanego
w wieżyczkach, mansardach, ryzalitach, wykuszach, werandach czy
herbowych kartuszach wschodniopruskich dworów i pałaców, w ceglanych
zabudowaniach gospodarczych, młynach i wiatrakach, parkach i szpalerach
wielusetletnich dębów. Twarz druga to ogrom niepowetowanych i
bezpowrotnych zniszczeń, dających świadectwo półwiekowego barbarzyństwa
i pogardy dla duchowego depozytu, jaki wraz z tą ziemią przejęliśmy
w 1945 roku.
Hubert
Orłowski, w: Przegląd Zachodni, 2/2001
MAŁGORZATA JACKIEWICZ-GARNIEC, MIROSŁAW
GARNIEC: Pałace i dwory Prus Wschodnich. Dobra utracone czy ocalone.
Publikacja małżeństwa
Małgorzaty Jackiewicz-Garniec i Mirosława Garnca doczeka się z
pewnością na łamach pism specjalistycznych - czego jej z całego
serca życzę - wielu omówień ze strony fachowców: historyków sztuki,
znawców założeń parkowych, fotografów. Moje spojrzenie na ten
tom natomiast uwarunkowane jest względami subiektywnymi, emocjonalnymi.
Rekonstruowany przez dwoje pasjonatów z Olsztyna pejzaż kulturowy
"dawnych Prus Wschodnich" stanowi bowiem najbliższy
kontekst sąsiedzki mojej "małej ojczyzny", czyli Warmii
Południowej. To prawda: Warmia Południowa nie obfitowała w pałace
i dwory, bo niby skąd? Chłopska struktura własności rolnej mojej
"prywatnej ojczyzny" w żaden sposób nie sprzyjała narodzinom
budynków choćby zbliżonych do dworopodobnych. Najbliższe mojej
wsi rodzinnej założenie pałacowo-parkowe w Grazymach (dzisiejsza
gmina Gietrzwałd) rodziny von Stein-Kamienskich - również przedstawione
w tomie Pałace i dwory - leży już przecież za rzeką Pasłęką, a
zatem za graniczną rzeką historycznej Warmii. Mimo habitusu plebejskiego
odczuwam jednak swoisty szacunek dla tej wschodniopruskiej, sensu
largo przecież dość skromnej zabudowy pałacowej. Dlaczego skromnej?
Czyżbym był nazbyt surowy dla walorów architektonicznych i rozwiązań
estetycznych pałaców wschodniopruskich w granicach Prus? Chyba
nie; w wydanym w 1999 r.reprezentowanym tomie o sztuce i architekturze
Prus (Preußen. Kunst und Architektur) nie udało mi się znaleźc
ani jednego zabytku spośród uwzględnionych. Nie ma Drogoszy, ani
Sorkwit, ani Gładyszy...
Tom M. Jackiewicz-Garniec - odpowiedzialnej za "biogramy"
poszczególnych zabytków - i M. Garnca jako autora fotografii niewątpliwie
dowartściował mój sentyment do owej skromnej architektury. Nie
tyle rozbudowaną wiedzą encyklopedyczną, co swym autorskim charakterem.
Odbiega on bowiem (zwłaszcza) charakterem fotografii oraz narracją
(bynajmniej nie suchą) od wielu podobnych w koncepcji wydawnictw.
Fotografie, szczegóły w opisie poszczególnych pałaców, założeń
parkowych czy z dziejów posiadłości zdradzają pasję indywidualizowania,
znajdowania tego co szczególne. By móc tak indywidualizować, para
autorska musiała - a właściwiej chciała - przemierzyć szlakami
pałaców, dworów, dworków i parków setki, jeśli nie tysiące kilometrów:
o różnych porach roku, w słońcu, w słotę, śnieżycę. O porankach
i zmierzchu. W różnym nastroju.
Tom składa się - jeśli nie liczyć merytorycznego wstępu M. Jackiewicz-Garniec,
wspomień Marion Dönhoff i Adelheit Gräfin Eulenburg oraz eseju
Kamili Wróblewskiej - z dwu części: (1) albumowej, zawierającej
opisy 77 obiektów wraz z urzekającymi barwnymi i archiwalnymi
fotografiami, rzutami i planami założeń, oraz (2) katalogu, zawierającego
opisy 305 pałaców i dworów. Przyznaję, że zafascynowała mnie przede
wszystkim część pierwsza, bogato ilustrowana fotografiami. "Wczytywałem"
się w fotografie o jakże różnym rodowodzie emocjonalnym. Mógłbym
się nawet pokusić o typologiczną rekonstrukcję prawie wszystkich
ujęć. Obok bezlitośnie szczerych w pokazywaniu zniszczeń i materielnego
rozkładu - myślę o ujęciach Bogatyńskich, Tarpna, Borków - znajduję
fotografie w konwencji nastrojowej. A więc ruina jako pełno- czy
też równowartościowe dzieło sztuki. Do tych ostatnich należą choćby
fotografie Lipowin czy (jakże posępne) Słobit. W niemczyźnie specjalistycznej
pojawił się na ten temat nawet terminus technicus Ruinenästhetik.
Dalej: długi rząd ujęć, które pozwalają czytelnikowi odkrywać
walory obiektu w symbozie z przyrodą. Dzieło sztuki i natura stanowią,
niekiedy zaś stanowiły, swoisty biotop.
Nietrudno prorokować tomowi Pałace i dwory (zasłużony) sukces
wydawniczy: Sięgną po niego zarówno znawca tego jedynego w swiom
rodzaju pejzażu kulturowego, jak i debiutujący w tym obszarze.
(...).
Hubert Orłowski
|